Linux dla leworęcznych

Nauczyłem się obsługiwać myszkę lewą ręką. Prawa czasem pobolewa mnie po pracy, więc pomyślałem, że czas na zmianę. Wszystko generalnie działa, ale skróty klawiszowe, których Gnome ma coś około osiemdziesięciu i są naprawdę przydatne, są zaprojektowane pod używanie ich lewą ręką. Z pomocą przyszły stare, dobre Xsy. Podawany przeze mnie sposób nie zadziała na Waylandzie.

Najpierw sprawdzam jak wygląda moja klawiatura w Xsach:

xmodmap -pke

Następnie zmapowałem klawisze:

  • NUM7 jako F4,
  • NUM8 jako lewy ALT,
  • NUM4 jako TAB,
  • NUM0 jako WINDOWS,
  • NUM2 jako c,
  • NUM3 jako v.

Zapisałem to sobie w krótkim skrypcie shella, który z czasem będzie pewnie rozbudowywany:

#!/usr/bin/sh
# mapowanie klawiatury dla lewej reki
xmodmap -e "keycode 79 = F4 F4 F4 F4 F4 F4 XF86Switch_VT_4"
xmodmap -e "keycode 90 = Super_L"
xmodmap -e "keycode 88 = c"
xmodmap -e "keycode 89 = v"
xmodmap -e "keycode 80 = Alt_L"
xmodmap -e "keycode 83 = Tab ISO_Left_Tab Tab ISO_Left_Tab"

Po dwóch dniach przyzwyczajania pracuje mi się z tym wspaniale. Lewa ręka jest na myszcze, a prawa na klawiaturze numerycznej. Jednego, czego brakuje to lewego CRTL, którego chcę mieć pod jedynką, ale nie mogę go prawidłowo zmapować. Dopiszę, kiedy mi się to uda.

Nextcloud i Nautilus

Gnomowy menedżer plików ma kilka zalet, na przykład umiejętność podpinania się pod wszelkiego rodzaju zasoby sieciowe, bez potrzeby dłubania w /etc/fstab.

Z Nextcloudem może być trudniej, bowiem, w przypadku samodzielnego wygenerowania sobie certyfikatu ssl do bezpiecznych połączeń (a tak u mnie jest) Gnomowy kreator Konta Online odmawia współpracy z certyfikatem nieznanego pochodzenia. Na szczęście można wklepać ścieżkę do Nautilusa i działa. Jaka to ścieżka?

davs://domena.pl/remote.php

Nautilus również zwróci uwagę, że certyfikat pochodzi z nieznanego źródła, ale pliki pokaże. Login i hasło są takie same, jak logowanie do Nextclouda.

Flathub i CentOS i Gnome

CentOS ma swoje zalety, podobnie jak wszystkie inne klony Red Hata i sam RHEL oczywiście. Ma też swoje wady, takie jak niewielka ilość oprogramowania w repozytorium. Tak jak lubię mieć sprawdzone i wolne od dziur oprogramowanie, tak czasami potrzebuję po prostu oprogramowanie, a tu go nie ma.

Poniżej przedstawiam scenariusz instalacji najnowszej wersji rewelacyjnego Gnome-Calendar, który widzi moje kalendarze z Nextcloud. Jak dotąd nie widziałem bardziej czytelnego, lepiej zintegrowanego z resztą pulpitu oraz sieciowymi serwisami programu, oprócz Lotus Organizer 5, który jest klasą sam dla siebie. 🙂

Najpierw zainstalujemy flatpak, czyli coś pomiędzy RPM, a kontenerem. Razem ze konkurencyjnymi Snap oraz AppImage wnosi powiem świeżości w nieco staroświecki sposób dystrybucji oprogramowania na Linuskie i pozwala programistom rozprowadzić gotowe, skompilowane oprogramowanie bez pośrednictwa dystrybucji. Oczywiście zawsze coś za coś. Jeżeli program wymaga jakiś zależności, programista musi je dostarczyć, co wiąże się często z dublowaniem tych samych bibliotek w działającym systemie, co jest antytezą klasycznie linuksowego, czystego i bardzo wydajnego podejścia „jedna wersja biblioteki do wszystkiego i umawiamy się, że używamy właśnie tej”. Czasami jednak poszukiwany przez nas program wymaga nowszej, i co wtedy? Wtedy pomaga flatpak. A więc:

yum install flatpak
flatpak remote-add --if-not-exists flathub https://flathub.org/repo/flathub.flatpakrepo

co da nam zarówno samego flatpaka, jak i dostęp do zasobów flathuba, zawierającego wiele już przygotowanych programów. Flathub generalnie nie jest wymagany i ma się do Flatpaka mniej więcej jak Github do Gita, ale jest na nim wiele Gnomowych programów. Instalujemy więc nasz kalendarz:

 flatpak install flathub org.gnome.Calendar

Po kilku pytaniach i potwierdzeniach możemy uruchomić kalendarz jak każdy inny program.